Najważniejsze wydarzenia
- Produkcja przemysłowa była w lutym o 9,2% wyższa niż w tym samym miesiącu poprzedniego roku. Ekonomiści spodziewali się jej wzrostu o 8,9%. W styczniu zwiększyła się o 8,5%. Pozytywne tendencje w tym zakresie utrzymują się już czwarty miesiąc z rzędu.
- Ceny produkcji sprzedanej przemysłu spadły w lutym o 2,4% w porównaniu
do lutego ubiegłego roku. To zdaje się potwierdzać prognozy, mówiące
o znacznym spadku inflacji w kolejnych miesiącach.
- W lutym ceny dóbr konsumpcyjnych i usług wzrosły o 2,9%. W styczniu inflacja wyniosła 3,5%. Mamy więc do czynienia ze spodziewanym przez większość ekonomistów spadkiem wzrostu cen. Tendencja ta powinna być kontynuowana
w kolejnych miesiącach.
- Minister Finansów Jacek Rostowski zapewnił w Sejmie, że relacja długu publicznego do PKB nie przekroczy w tym roku 53%, a w kolejnych latach 55%.
- Według szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w marcu stopa bezrobocia będzie zbliżona do lutowej, która wyniosła prawdopodobnie 13%.
Od marca liczba bezrobotnych powinna spadać, a w kolejnych miesiącach możemy być świadkami zmniejszania się bezrobocia.
- Ministerstwo Gospodarki przewiduje, że polska gospodarka wzrośnie w pierwszym kwartale roku o około 3%. Wzrost produkcji przemysłowej powinien przekroczyć 8%.
- Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lutym nieco ponad 3 288 zł i było wyższe niż przed rokiem o 2,9%.
|
Rynek Akcji
|
Polska
Inwestorzy działający na warszawskiej giełdzie mają za sobą niezwykle emocjonujący tydzień. Mocne wrażenia towarzyszyły im od pierwszej do ostatniej sesji. Poniedziałek był wyraźnie spadkowy i nastroje mocno się pogorszyły. Bykom w oczy zajrzało widmo kolejnej korekty, bo mieliśmy przecież jedenaście sesji wzrostów, z jedynie dwoma spadkowymi przerywnikami. Wtorek i środa były niemal euforyczne. Indeksy biły rekordy ponad rocznej tendencji wzrostowej. Wskaźnik największych spółek, nieco się dotąd ociągający, zbliżył się do tego poziomu na odległość zaledwie 5 punktów. To jednak sprowokowało atak podaży i kolejne zagrożenie dla trendu. Końcówka tygodnia stała zdecydowanie pod znakiem niedźwiedzia. Bilans wszystkich pięciu sesji był jednak korzystny dla byków. WIG20 zyskał nieco ponad 1%, wskaźnik szerokiego rynku zwiększył swoją wartość o 0,9%, sWIG80 wzrósł o 1,44%. Jedynie indeks średnich firm zniżkował o 0,3%.
Patrząc na wykresy, widać, że trend wzrostowy trwa wbrew licznym wątpliwościom i obawom. Trudno nie zauważyć zagrożeń, ale na razie z tych spostrzeżeń niewiele wynika. Właściciele akcji wciąż zyskują, a ci, którzy ich nie posiadają, mają tym pierwszym czego zazdrościć. Wkrótce może się to zmienić, ale póki co fiesta trwa. Znane, być może mało konkretne, ale jakże trafne, powiedzonko giełdowe mówi, że trend trwa, dopóki się nie skończy. Na razie nie widać, żeby się skończył. Wszyscy jego przyjaciele są więc wygrani.
Nie sposób nie zająć się choćby krótko tym, co działo się w miniony piątek. Tego dnia wygasały kontrakty terminowe na indeks WIG20. Kurs rozliczeniowy tego instrumentu ustalany jest w ostatniej godzinie sesji. Zwykle zdarza się, że w tej godzinie dzieją się z kursami akcji i wartością indeksu dziwne rzeczy. I nie jest to „specjalność” jedynie naszego rynku, ale i tych najbardziej rozwiniętych. Jednak to, co działo się w Warszawie mogło podkopać wiarę w jego dojrzałość i optymistyczne przekonanie o stopniu jego rozwoju. Utrzymująca się od dłuższego czasu bardzo duża koncentracja liczby otwartych pozycji na kontraktach terminowych w końcu pokazała, do czego może doprowadzić aktywność dużych graczy. Okazało się, że mogą oni zrobić z naszym rynkiem bardzo wiele. Wbrew tendencjom na światowych giełdach i nastrojom, panującym u nas przez większą część dnia, w ostatniej godzinie nastąpił niczym nie uzasadniony, dynamiczny wzrost kursów akcji największych spółek oraz – co za tym idzie – wzrost wartości indeksu, stanowiącego podstawę rozliczenia kontraktów. Zanotowano gigantyczne jak na nasze warunki obroty, największe w historii warszawskiej giełdy, bo sięgające 4,4 mld zł. Nie były one wynikiem nadzwyczaj dobrej koniunktury na rynku, czy w polskiej gospodarce. Stały się efektem spekulacyjnej gry dużego kapitału, zaangażowanego najprawdopodobniej przez kilka dużych podmiotów zagranicznych. Nie jest to dobry znak. Sytuacja ta kładzie się cieniem na naszym rynku. Tym bardziej, że powrót cen akcji i wartości indeksów do „normalnych” poziomów, nastąpił błyskawicznie po tym, jak przestały być one „potrzebne” do korzystnego rozliczenia kontraktów. W ewidentny sposób „ogon zakręcił psem”, czyli instrument pochodny, a więc mający w znacznej mierze podążać za zmianami wartości głównego indeksu, zdecydowanie wpłynął na swego „przewodnika”, zaburzając zdrowe tendencje rynkowe. Wyciąganie jakichkolwiek wniosków z przebiegu notowań w minionym tygodniu, co do perspektyw na najbliższą przyszłość jest zatem nieuprawnione.
Wydarzenia te mogą skłaniać także do wniosku, że rzeczywisty obraz koniunktury na rynku akcji, oparty o racjonalne przesłanki, wynikające ze stanu i perspektyw gospodarki, dają obecnie indeksy małych i średnich spółek oraz wskaźnik koniunktury giełdowej szerokiego rynku. WIG20 staje się coraz mniej wiarygodny pod tym względem z powodu wpływu nadzwyczajnych wydarzeń oraz koniunktury na rynkach bardzo od naszego odległych, jakim w znacznej mierze podlega. Gigantyczne obroty świadczą jedynie o tym, jak niewielki jest w rzeczywistości nasz rynek, w porównaniu z możliwościami największych światowych graczy. Jedynym pozytywnym elementem tej sytuacji jest to, że właśnie ci gracze naszym rynkiem jednak się zainteresowali.
Zachowanie się poszczególnych indeksów, charakteryzujących zjawiska, zachodzące na naszym rynku, są dość zbieżne z tendencjami na giełdach światowych. Nowe rekordy trwającej od ponad roku tendencji zwyżkowej, którą wielu analityków wciąż wzbrania się nazywać hossą, pokonały z łatwością w kolejności: indeks najmniejszych firm, wskaźnik średnich spółek i wreszcie indeks szerokiego rynku. Nie udało się to indeksowi WIG20. Podobny scenariusz mogliśmy w ostatnim czasie obserwować na Wall Street. Jedyna różnica jest taka, że Dow Jones, używając dość odległej, ale uprawnionej analogii, zdołał pokonać szczyt, a naszemu wskaźnikowi blue chipów ta sztuka się nie udała, mimo piątkowego szaleństwa.
Europa
Na głównych europejskich parkietach w minionym tygodniu obyło się bez nadmiernych szaleństw. Indeksy w Londynie i Frankfurcie zyskały w skali pięciu sesji zaledwie po 0,7-0,8%. Na niewielkim minusie skończyło się w Paryżu. O ile trwające wciąż z niesłabnącym nasileniem wydarzenia wokół Grecji zdecydowanie wpływają na sytuację na światowym rynku walutowym, to giełdy reagują na nie stosunkowo obojętnie. Widać więc wyraźnie, że rynki papierów wartościowych zwracają uwagę bardziej na to, co dzieje się lub będzie dziać się z programami stymulacyjnymi dla gospodarek oraz stopami procentowymi. Czas na martwienie się potężnymi deficytami budżetowymi państw i ich zadłużeniem jest wciąż przed nami. Na razie brytyjski rząd odrzucił zdecydowanie sugestie wprowadzenia oszczędności, mających na celu zahamowanie wzrostu deficytu budżetowego. Wielka Brytania może sobie na to pozwolić. Pytanie tylko, jak długo i co z tego „pozwalania sobie” na wzrost deficytu wyniknie w przyszłości. Niczego dobrego po takiej postawie spodziewać się nie można. Brytyjska gospodarka swój mir światowej potęgi ma już raczej za sobą, więc powinna zacząć się martwić. Póki co, indeks londyńskiej giełdy „na luzie” pokonuje roczny rekord wartości, jak gdyby ożywienie gospodarcze było już faktem. Od początku marca indeks zyskał ponad 9%. Wskaźniki w Paryżu i Frankfurcie rekordy hossy pobiły nieco wcześniej
i obecnie zdają się wchodzić w fazę spadkowej korekty.
Nie schodzi z „wokandy” sprawa Grecji i pomocy dla niej ze strony Unii Europejskiej. Niemal codziennie mieliśmy do czynienia ze świeżymi informacjami i pogłoskami. Sprawa jest poważna i ma wymiar nie tylko lokalny, lecz raczej systemowy, a rozgrywana jest przez doświadczonych przecież polityków w sposób mogący budzić poważne zastrzeżenia. Wszystko to przypomina sytuację z Lehman Brothers. Ewentualny upadek Grecji, czyli ogłoszenie jej niewypłacalności, mogłoby mieć dla rynków finansowych podobne konsekwencje. Tym bardziej, że nie chodzi tylko o Grecję i nie tylko o kilku jej „krewniaków”, ale o losy całej wspólnoty europejskiej i jej kształtu. Giełda całe to zamieszanie i niekończące się przepychanki przyjęła dość spokojnie. Indeks w Atenach zniżkował o zaledwie 3,7%. Nie brakuje opinii, że Grecja nie poradzi sobie ze swoimi kłopotami samodzielnie i prędzej czy później dojdzie do bardzo poważnych kłopotów. „Przy okazji” cierpi też parkiet w Madrycie, gdzie wskaźnik zniżkował o 1,3%.
Na parkietach naszego regionu przeważały dobre nastroje. Liderem wzrostów był Bukareszt, gdzie indeks zwiększył swoją wartość aż o 6,7%. Od marca ubiegłego oku zyskał prawie 190%. A przecież Rumunia do gospodarczych tygrysów raczej nie należy. Moda na ryzyko i rynki wschodzące wśród funduszy inwestycyjnych ma jednak swoje prawa i jest w stanie zdziałać wiele. Bardzo dobrze radziły sobie niedawne tygrysy nadbałtyckie, czyli Tallin, gdzie indeks zwyżkował o 3,7% i Ryga, rosnąca o 2,6%. Na obu tych rynkach obroty są jednak śladowe, więc i hossa raczej iluzoryczna. Zarabia na niej niewielu i niewiele. Rekordy hossy bije indeks w Budapeszcie, choć dynamika wzrostu nie jest tam porywająca. Nie najlepiej radzi sobie giełda sofijska. Tam szczyt hossy miał miejsce we wrześniu ubiegłego roku i od tego czasu znajduje się w trendzie spadkowym. W Pradze od ośmiu miesięcy trwa trend boczny. W marcu wskaźnik zdecydowanie zyskuje, ale rekordu z początku stycznia nie udało się mu osiągnąć. Tamtejsza gospodarka wciąż nie może wydobyć się z zapaści. Sprzedaż detaliczna w Czechach spadła w styczniu o 5%. Był to 16 spadek z rzędu, zarazem najmocniejszy od czterech miesięcy. Moskiewski RTS od połowy lutego odrabia straty, jakie poniósł na początku roku, jednak do styczniowego szczytu jeszcze trochę mu brakuje. W ciągu ostatniej fali wzrostowej, trwającej nieco ponad miesiąc, indeks zyskał 14%. W ciągu ostatniego tygodnia tempo zwyżki jednak zdecydowanie osłabło i wskaźnik wzrósł o zaledwie 0,4%.
USA
Na najważniejszym runku giełdowym świata wciąż trwa hossa. W skali tygodnia S&P500 zyskał 1,6%. Determinacja byków budzi respekt. Trwająca od połowy lutego fala wzrostowa wyniosła wskaźnik w górę o 12%. Rekord hossy udało się pokonać pozostającemu do tej pory nieco w tyle indeksowi Dow Jones. Bykom zdecydowanie pomógł Fed, utrzymując łagodne nastawienie w polityce pieniężnej, pozostawiając stopy procentowe na niezmienionym poziomie i zapewniając nieodmiennie, że pozostaną one na niskim poziomie przez dłuższy czas. Dopóki ten refren będzie powtarzany, zwyżkom na Wall Street zdaje się nic nie grozić. Wygląda na to, że ten czas inwestorzy chcą wykorzystać w jak największym stopniu.
Zagrożeń jednak nie brakuje. Po pierwsze, zwyżki nie mogą trwać bez końca, czas korekty jest więc coraz bliższy. Po drugie, w marcu kończy się program zakupu obligacji hipotecznych, których wartość sięgnęła 1,25 biliona dolarów. Ożywienie gospodarcze wciąż jest słabe. Niewiele lepsze są perspektywy w tym zakresie na przyszłość, i to nie tylko tę najbliższą. Mimo opinii, że sytuacja na rynku pracy zaczyna się stabilizować, Senat uchwalił ustawę, mającą na celu zachęcenie pracodawców do zwiększania zatrudnienia. W planach są dalsze wydatki na inwestycje publiczne i infrastrukturę. Ustawa wiązać się będzie z wydatkami rzędu prawie 18 mld dolarów. Jej efektem ma być stworzenie 250 tys. miejsc pracy. Gdyby tą metodą amerykańska administracja chciała „przywrócić” do pracy liczącą 8,4 mln osób armię ludzi, którzy stracili zatrudnienie
od końca 2007 r., wydatki musiałyby sięgnąć 600 mld dolarów.
Azja
Na rynkach azjatyckich przeważały dobre nastroje, ale sytuacja jest mocno niepewna. Głównym powodem do obaw jest zaostrzanie polityki pieniężnej przez coraz większą grupę państw. Decyzja ta jest spodziewana „lada moment” w Chinach. W piątek doczekaliśmy się jej w Indiach, co stanowiło spore zaskoczenie dla rynków. Głowna stopa procentowa została podniesiona z 3,25 do 3,5%. Podwyżka dokonana została w trybie nadzwyczajnym, przed regularnym posiedzeniem banku centralnego. Giełda w Bombaju nie zdążyła zareagować. W skali tygodnia tamtejszy indeks zyskał 2,4%.
Za to komentatorzy piątkowe osłabienie na rynkach światowych wiązali między innymi z tym właśnie posunięciem indyjskich władz. Spore zwyżki indeksów miały też miejsce w Chinach. Shanghai B-Share zyskał w minionym tygodniu prawie 2,7%, a Shanghai Composite wzrósł o 1,8%. W Chinach oczekuje się dalszego zaostrzania polityki pieniężnej, z podwyżką stóp procentowych włącznie. Pierwsze kroki w tej kwestii już zostały poczynione. Decyzji można spodziewać się w każdej chwili. Jej skutki będą dla rynków będą z pewnością bardziej widoczne niż po posunięciu władz Indii. Bank Światowy podwyższył prognozę wzrostu chińskiej gospodarki na ten rok do 9,5% i podkreślił konieczność zarówno podniesienia stóp procentowych, jak i umocnienia juana. Chiny są zdecydowane na umocnienie swej waluty. Mówi się o tym już od pewnego czasu, zaś w minionym tygodniu chińska Rada Promocji Handlu Międzynarodowego poinformowała, że prowadzi testy wrażliwości. Mają one na celu zbadanie wpływu, jaki to posunięcie będzie mieć na wyniki eksporterów. Decyzje, mające zapaść w Chinach w najbliższym czasie mogą mieć bardzo istotny wpływ na sytuację na światowym rynku finansowymi i surowcowym. O tym, że giełda w Szanghaju czeka na nie w napięciu, może świadczyć to, że tamtejsze indeksy poruszają się w bok już od prawie czterech miesięcy. I w Chinach, i w Indiach coraz bardziej poważnym problemem staje się rosnąca inflacja.
Podczas gdy Indie i Chiny coraz bardziej energicznie przystępują do chłodzenia swoich gospodarek, Japonia boryka się z zupełnie innymi problemami i stara się walczyć z nimi zupełnie inną bronią. Tamtejszy bank centralny nie tylko pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Mimo braku tak wyraźnych zapowiedzi, jak w przypadku Fed, można być pewnym, że do ich wzrostu nie dojdzie jeszcze bardzo długo. Dołożył jeszcze 111 mld dolarów na program, mający wspierać akcję kredytową banków. W Japonii problemem jest bowiem deflacja oraz zbyt silny jen, uderzający w eksport. Gospodarka Japonii potrzebuje silnych bodźców nie od dziś. Nikkei zwiększył swoją wartość o 0,7%. Od końca lutego zyskał nieco ponad 7%.
| Europa |
USA* |
Azja |
| BUX 23263,08/23546,14
1,22%
DAX 5939,85/5982,58
0,72%
CAC 3930,85/3925,44
-0,14%
FTSE 9936,45/10019,17
0,83%
|
DJIA 10611,84/10779,17
1,58%
S&P 1150,24/1165,83
1,36%
NASDAQ 2368,46/2391,28
0,96%
|
Hang Seng 21209,74/21370,82
0,76%
ShanghaiB-Share 247,91/254,51
2,66%
Nikkei 10751,26/10824,72
0,68%
|
Tygodniowe zmiany indeksów 12.03.2010 – 19.03.2010
* Dane z 18.03.2010 r.
Dolar wciąż spycha wspólną walutę do defensywy. Krótki okres odzyskiwania przez nią siły z poprzedniego tygodnia odszedł w zapomnienie. Jeszcze tylko we wtorek kurs euro zdołał dotrzeć na moment w okolice 1,38 dolara. Ten poziom okazał się kresem jego możliwości. W piątek euro wyceniano już tylko na 1,35 dolara. Wskutek greckich problemów i całej związanej z tym przepychanki, euro znalazło się w ślepej uliczce. Wiarygodność tej waluty została mocno nadszarpnięta, niezależnie od tego, czy chwytliwe hasła o śmierci euro są przesadzone, czy nie. Nie tak dawno głoszono schyłek dolara. Jak widać, najlepsze perspektywy rysują się przed juanem. W każdym razie, póki co główna arena „walk” inwestorów to euro i dolar, a ostatnie rundy są wyraźnie wygrane przez „zielonego”. Można się jednak domyślać, że europejscy eksporterzy nie są wcale tym zmartwieni. Wydaje się, że rynki równie źle odbiorą zarówno brak pomocy finansowej dla Grecji ze strony Unii Europejskiej lub poszczególnych jej krajów, jak i jej udzielenie. W pierwszej wersji będzie dominować przekonanie o słabości wspólnoty i jej niezdolności do skutecznego rozwiązywania problemów gospodarczych i finansowych, w drugiej, negatywnie oddziaływać będzie konieczność obciążenia finansów strefy euro niemałymi kosztami wspomagania Grecji. Niemiecki parlament uchwalił budżet z największym w historii deficytem, sięgającym 80 mld euro. Przy tej okazji kanclerz Angela Merkel stwierdziła, że Unia powinna mieć możliwość usuwania niezdyscyplinowanych członków ze swego grona. Z drugiej strony jednak, pojawiają się coraz bardziej klarowne pomysły utworzenia europejskiego funduszu walutowego, czyli instytucji, która spełniałaby podobną rolę, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
To chyba trochę zbyt późno, bo test prawdy dla Grecji nastąpi już w najbliższych miesiącach, gdy będzie musiała spłacić sięgające kilkadziesiąt miliardów euro zadłużenie.
Decyzja komitetu otwartego rynku o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie i deklaracja, że pozostaną niskie przed dłuższy czas, zaszkodziła amerykańskiej walucie jedynie na chwilę. Ciekawe jednak, jaka byłaby reakcja rynków, gdyby nie „grecka grypa”. Wiara rynków w podwyżkę stóp procentowych przez Fed, która mogłaby nastąpić pod koniec tego roku wyraźnie słabnie, a to powinno sprzyjać umacnianiu się euro. Ale też i w strefie euro nie widać ani chęci, ani powodów do podwyższania stóp. Prawdopodobnie w „wyścigu” do ich podwyższenia zwycięży jednak Fed. To zaś wraz z w połączeniu z „greckim syndromem” wskazuje, że przewaga dolara może potrwać jeszcze wiele miesięcy.
Nasza waluta, jak zwykle, znajduje się pod presją dwóch grup czynników, oddziałujących w przeciwnych kierunkach. Pierwsza z nich to sytuacja naszej gospodarki oraz perspektywa zmian polityki pieniężnej. Wszystkie dane gospodarcze już od dłuższego czasu przemawiają za umocnieniem się złotego. I jeśli spojrzeć na rynek z dłuższej perspektywy, to ten wpływ staje się bardziej widoczny niż przez pryzmat krótkoterminowych wahań. Od pewnego czasu dochodzi drugi bardzo istotny czynnik o charakterze wewnętrznym, czyli coraz bardziej wyraźne i jednoznaczne zapowiedzi podwyżek stóp procentowych.
Tu jednak w ostatnich dniach sytuacja nieco się komplikuje. Sławomir Skrzypek, prezes Narodowego Banku Polskiego, znany był do tej pory jako zwolennik łagodnej polityki pieniężnej. Jego zdecydowane i wielokrotnie powtarzane zapowiedzi, dotyczące potrzeby zastanowienia się nad podwyżkami stóp procentowych, można było traktować niemal jako sygnał, że wkrótce do nich dojdzie. Coraz bardziej jednak i przedstawicieli rządu i banku centralnego „boleć” zaczyna właśnie „nadmierne” umacnianie się złotego.
A jeśli tak, to z podwyżką nie ma co się spieszyć. Tym bardziej, że inflacja zaczyna słabnąć i przez kilka miesięcy ta tendencja powinna się utrzymać. W tym kontekście mówienie o możliwości podwyższenia stóp procentowych, czy choćby konieczności „zastanowienia się nad tego typu posunięciem” i powtarzanie tego przy każdej okazji, wydaje się nieco niezrozumiałe. Bardziej logiczne zdawałyby się „interwencje słowne” przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej i banku centralnego, mające na celu osłabienie złotego, a nie podkręcanie jego siły przez mówienie o wyższych stopach.
Czynniki zewnętrzne przemawiają natomiast przeciw umacnianiu się naszej waluty. Co prawda „czynnik grecki”, czyli wzrost niechęci do ryzyka ze strony globalnych inwestorów, zdaje się działać coraz słabiej na złotego, to na umacnianie się dolara „nie ma siły”. I ten ostatni czynnik był dominujący pod koniec ubiegłego tygodnia.
W pierwszych dniach nasza waluta zdecydowanie zyskiwała na wartości. We wtorek kurs dolara dotarł do poziomu 2,795 zł, najniższego od połowy stycznia. W piątek wieczorem za „zielonego” trzeba było płacić już 2,88 zł, czyli o 3% więcej. Zmienność, sięgająca 8,5 grosza w ciągu zaledwie trzech dni, może robić wrażenie. Euro w tym czasie zdrożało z 3,858 zł do 3,89 zł, a więc o niecałe 0,9%. Znacznie gorzej było w przypadku franka, który zdrożał z 2,657 do 2,71 zł, czyli o ponad 2%. Sytuacja naszej waluty w najbliższych dniach może nadal podlegać silnym zmianom, jeśli pojawiać się będą nadal opinie o „szkodliwości” jej umocnienia. Tymczasem prognozy o dłuższym horyzoncie wciąż zakładają wzrost wartości złotego. Paradoksalnie bowiem sygnały, że podwyżka stóp nie musi być wcale ani szybka, ani znaczna, działa na korzyść naszej waluty, wzmagając popyt na polskie papiery dłużne ze strony inwestorów zagranicznych. Rada Polityki Pieniężnej nie będzie mieć łatwego zadania i stanie przed nie lada dylematem. Tym bardziej niecierpliwie inwestorzy oczekiwać będą kolejnych posiedzeń tego gremium i wsłuchiwać się w ton wypowiedzi jego przedstawicieli. Ci zaś są ostatnio wyjątkowo „rozmowni”.
| Kursy NBP 19.03.2010 r. |
| USD |
EUR |
CHF |
100 JPY |
| Kupno 2,8086 zł
Sprzedaż 2,8654 zł
Średni 2,8673 zł
|
Kupno 3,8372 zł
Sprzedaż 3,0148 zł
Średni 3,8909 zł
|
Kupno 2,6521 zł
Sprzedaż 2,7057 zł
Średni 2,7140 zł
|
Kupno 3,1059 zł
Sprzedaż 3,1687 zł
Średni 3,1709 zł
|
Na rynkach surowcowych w minionym tygodniu sytuacja zmieniała się dość dynamicznie, choć pięciodniowy bilans cen głównych surowców wcale na to nie wskazuje. Piątkowe notowania cen ropy naftowej są niższe niż w poprzedni piątek o zaledwie 0,03%, zaś kontraktów terminowych na miedź o 0,25%. Indeks cen surowców CRB zmienił swoją wartość również o 0,25%, a więc bardzo nieznacznie. Najsilniej staniały cukier, sok pomarańczowy i kakao.
Początek tygodnia przyniósł kontynuację spadku cen ropy naftowej, zapoczątkowanego jeszcze w poprzedni piątek, 12 marca. W miniony poniedziałek jej notowania sięgały zaledwie niecałe 78 dolarów za baryłkę. W ciągu zaledwie dwóch dni notowania skoczyły do 82 dolarów, czyli o 5%. W piątek wróciły do poziomu 79,8 dolara za baryłkę. Mimo sporej chęci, nie udało się jednak sforsować szczytu z połowy stycznia, znajdującego się nieco poniżej 83 dolarów za baryłkę. To zaś sugeruje, że możemy mieć do czynienia z dalszym spadkiem notowań. Poziom powyżej 80 dolarów wydaje się trudny do utrzymania. Z obecnych cen bardzo zadowoleni są przedstawiciele głównych państw eksportujących ten surowiec. Jej „konsumenci” z pewnością są innego zdania. Na skok cen w środku tygodnia miało wpływ osłabienie się dolara, po decyzji Fed o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Spadek cen pod koniec tygodnia to efekt wzrostu zapasów surowca i paliw w Stanach Zjednoczonych oraz zmniejszonego popytu.
Podobnym wahaniom podlegały notowania miedzi. Po poniedziałkowym spadku w środę kontrakty na ten metal były droższe aż o 4%. Koniec tygodnia przyniósł zniżkę cen. Wpływ na te zmiany miała sytuacja na rynku walutowym oraz spekulacje, dotyczące popytu na miedź. Niekorzystnie na ceny działają obawy, związane z zaostrzanie polityki pieniężnej w Chinach i studzenie tamtejszej gospodarki.
| Ropa Brent 79,8 dol/baryłka -0,03% |
Złoto 1105,95 dol/uncja 0,46% |
Wkrótce reforma w OFE
Minister pracy Jolanta Fedak zapowiedziała, że w najbliższym czasie przedłoży rządowi projekt założeń do ustawy o emeryturach kapitałowych. Zdaniem minister, kluczowa jest propozycja obniżenia z 7,3 do 3% składki trafiającej do OFE.
Rejestrujemy mniej samochodów
W lutym zarejestrowano w Polsce 24 384 samochody osobowe, o 19,2% mniej niż w lutym ubiegłego roku. Od początku roku liczba zarejestrowanych aut wzrosła o 47 740 sztuk i było o 12,5% niższa niż w tym samym czasie w ubiegłym roku
Pieniądze płyną do funduszy inwestycyjnych
W lutym nadwyżka środków wpłaconych przez klientów do funduszy inwestycyjnych nad wypłatami wyniosła 940 mln zł i było dodatnie już dziesiąty miesiąc z rzędu.
Coraz większy dobrobyt
Wyliczany przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych Wskaźnik Dobrobytu zwiększył swoją wartość czwarty miesiąc z rzędu. Wskaźnik ten, odzwierciedlający ekonomiczną kondycję społeczeństwa, poprawia się dzięki umiarkowanemu wzrostowi wynagrodzeń, wolniejszemu wzrostowi cen oraz stopniowej stabilizacji sytuacji na rynku pracy.
Niższe koszty budowy
W styczniu koszty budowy budynku wielorodzinnego spadły o 1,3% w porównaniu do stycznie ubiegłego roku.
Rekomendacja T wciąż na celowniku
Według ekspertów firmy doradczej Deloitte, rekomendacja T najbardziej uderzy w rynek kredytów hipotecznych, a około 20% osób o najniższych dochodach, czyli około 3 mln osób, może stracić dostęp do kredytów. Rekomendacja T zakłada, że koszty obsługi całkowitego zadłużenia kredytobiorcy nie mogą przekraczać 50% jego dochodu lub 65% w przypadku, gdy osiąga zarobki wyższe niż średnia krajowa.
Firmy wciąż zagrożone upadłością
Z raportu firmy Euler Hermes wynika, że w tym roku liczba upadłości polskich firm nie tylko nie obniży się, ale może wzrosnąć. Według szacunków, upaść może około 1500 przedsiębiorstw.
Więcej pieniędzy dla małych i średnich firm
Mali i średni przedsiębiorcy, którzy chcą kupić nieruchomości, maszyny i urządzenia mogą liczyć na kredyt w ramach unijnego programu na rzecz konkurencyjności i innowacji. Na ten cel przeznaczono 709 mln zł do końca 2013 r. W najbliższym czasie dostęp do kredytów uruchomi Bank BPH.
| Kalendarium wydarzeń nadchodzącego tygodnia
|
W tym tygodniu napłynie niezbyt dużo informacji gospodarczych. Szczególnie ubogo wygląda kalendarz za oceanem. Z naszego podwórka - w poniedziałek poznamy wyniki badania koniunktury w marcu, prowadzone przez Główny Urząd Statystyczny oraz inflację bez uwzględnienia cen energii i żywności. Ta wielkość służy Radzie Polityki Pieniężnej do oceny zagrożeń inflacyjnych. W środę Główny Urząd Statystyczny opublikuje dane dotyczące stopy bezrobocia i sprzedaży detalicznej. Bezrobocie może osiągnąć poziom około 13%, ale w kolejnych miesiącach powinno się powoli obniżać.
Ze strefy euro pierwsze informacje napłyną dopiero w środę i będzie to publikacja wskaźników aktywności gospodarczej PMI. Stanowią one dobrą wskazówkę perspektyw rozwoju gospodarki i są coraz pilniej śledzonym przez inwestorów parametrem. Zwykle jednak wpływ danych z Europy na rynki giełdowe nie jest zbyt wielki. Także w środę opublikowane zostaną informacje o nowych zamówieniach w przemyśle, a w środę i czwartek wskaźniki nastrojów w gospodarce oraz nastrojów konsumentów. Ostatnio właśnie wskaźniki tego typu powodują większe reakcje rynków.
Pierwsze informacje ze Stanów Zjednoczonych pojawią się we wtorek i dotyczyć będą sytuacji na rynku nieruchomości. Opublikowane zostaną dane o liczbie sprzedanych domów na rynku wtórnym oraz indeks cen nieruchomości. Dzień później poznamy liczbę sprzedaży nowych domów oraz wniosków o kredyt hipoteczny. Rynek nieruchomości to drugi, po rynku pracy, newralgiczny segment gospodarki. Wciąż trudno się na nim doszukać wyraźnych oznak ożywienia, a wygasanie niedługo programów stymulujących go, może sytuację jeszcze pogorszyć. W środę reakcję rynków spowodować może informacja o dynamice zamówień na dobra trwałego użytku, zaś z pewnością giełdy czekać będą na czwartkowe dane o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz piątkową publikację wskaźnika nastrojów konsumentów uniwersytetu Michigan. Mniejsze wrażenie wywrze prawdopodobnie informacja o wzroście amerykańskiej gospodarki w czwartym kwartale ubiegłego roku. Po pierwsze to już wartość mocno historyczna, po drugie, będzie to już kolejne, trzecie przybliżenie jej wielkości. Rewelacji nie należy się spodziewać.
Poniedziałek, 22 marca
Polska
- 14.00 koniunktura w przemyśle w marcu (poprzednia wartość 3 punkty),
- 14.00 koniunktura w budownictwie w marcu (poprzednia wartość -15 punktów),
- 14.00 koniunktura w handlu w marcu (poprzednia wartość -3 punkty),
- 14.00 koniunktura w usługach w marcu,
- 14.00 inflacja bez cen żywności i energii w lutym (poprzednia wartość 2,6% rok do roku).
Wtorek, 23 marca
Wielka Brytania
- 10.30 inflacja na poziomie konsumentów w lutym (poprzednia wartość -0,2% miesiąc do miesiąca).
USA
- 15.00 sprzedaż domów na rynku wtórnym w lutym (poprzednia wartość 5,05 mln),
- 15.00 indeks cen nieruchomości FHFA w styczniu (poprzednia wartość -1,6% miesiąc
do miesiąca).
Środa, 24 marca
Polska
- 10.00 stopa bezrobocia w lutym (poprzednia wartość 12,7%),
- 10.00 dynamika sprzedaży detalicznej w lutym (poprzednia wartość 2,5% rok do roku).
Francja
- 9.48 indeks aktywności gospodarczej PMI w przemyśle w marcu (poprzednia wartość 54,9 punktu),
- 9.48 indeks aktywności gospodarczej PMI w usługach w marcu (poprzednia wartość 54,6 punktu).
Niemcy
- 9.53 indeks aktywności gospodarczej PMI w przemyśle w marcu (poprzednia wartość 57,2 punktu),
- 9.53 indeks aktywności gospodarczej PMI w usługach w marcu (poprzednia wartość 51,9 punktu),
- 10.00 indeks nastrojów w gospodarce instytutu Ifo w marcu (poprzednia wartość 95,2 punktu).
Euroland
- 9.58 indeks aktywności gospodarczej PMI w przemyśle w marcu (poprzednia wartość 54,2 punktu),
- 9.58 indeks aktywności gospodarczej PMI w usługach w marcu (poprzednia wartość 51,8 punktu),
- 11.00 nowe zamówienia w przemyśle w styczniu (poprzednia wartość 0,8% miesiąc
do miesiąca).
USA
- 12.00 dynamika liczby wniosków o kredyt hipoteczny (poprzednia wartość -1,9%).
- 13.30 zamówienia na dobra trwałego użytku w lutym (poprzednia wartość 2,6% miesiąc do miesiąca),
- 13.30 zamówienia na dobra trwałego użytku bez środków transportu w lutym (poprzednia wartość -1% miesiąc do miesiąca),
- 15.00 sprzedaż nowych domów w lutym (poprzednia wartość 309 tys.),
- 15.30 zmiana zapasów ropy naftowej (poprzednia wartość 1,4 mln baryłek).
Czwartek, 25 marca
Niemcy
- 8.00 indeks zaufania konsumentów GfK na kwiecień (poprzednia wartość 3,2 punktu).
Wielka Brytania
- 10.30 dynamika sprzedaży detalicznej w lutym (poprzednia wartość -1,8% miesiąc
do miesiąca).
USA
- 13.30 liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
Piątek, 26 marca
Japonia
- 0.30 inflacja na poziomie konsumentów w lutym (poprzednia wartość -1,3% rok
do roku).
USA
- 13.30 dynamika PKB w czwartym kwartale (poprzednia wartość 2,2%).
- 13.30 indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan w marcu (poprzednia wartość 73,6 punktu).
Prognozy na przyszły tydzień |
„Hossa na giełdach trwa i trudno z tym faktem dyskutować. Można się cieszyć, można się bać, że zaraz się skończy. Nie sposób przewidzieć dalszego kierunku ruchu indeksów. Wszystko przemawia przynajmniej za krótkotrwałą korektą. Obawy o losy kontynuacji wzrostów są jednak coraz bardziej poważne. Być może do głosu dojdą dopiero za kilka tygodni. Nie można ich jednak bagatelizować. Posiadacze akcji wciąż są w bardziej komfortowej sytuacji niż ci, którzy mają chęć dopiero je kupić.” To komentarz do raportu z poprzedniego tygodnia. Właściwie niewiele można do niego dodać i niewiele ująć. Ryzyko kupowania akcji rośnie coraz bardziej, atmosfera na rynkach robi się coraz bardziej napięta wskutek zaostrzania polityki pieniężnej w kolejnych krajach. W miniony piątek zrobiły to Indie. Chiny mogą podnieść stopy w każdej chwili, jednak najbardziej prawdopodobny jest moment, gdy pojawią się nowe, zapewne rewelacyjne dane, dotyczące tamtejszej gospodarki. Niepokój wciąż wzbudzają przepychanki wokół Grecji. Wydaje się, że politycy poruszają się w tej materii jak słonie w składzie porcelany, ale można podejrzewać, że robią tak celowo, chcąc osiągnąć określone rezultaty.
Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance
Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność