Zryw czy początek trzeciej fali wzrostów? (Quercus TFI)
Dodano: 2010-08-03 12:39:43 | Aktualizowano: 2010-08-03 12:39:43
Lipiec był bardzo udany dla inwestorów, również polskich. Rynki na całym świecie zachowywały się dobrze, a obawy o kondycję finansową niektórych państw poszły w zapomnienie. WIG zyskał 8%, a WIG20 nawet 9%. Zamiast wakacyjnego marazmu doświadczyliśmy zatem solidnych zwyżek. To pozytywna odmiana po słabym maju i czerwcu.
Także wczorajsza sesja na warszawskiej GPW miała byczy przebieg. Notowania rosły od samego początku. WIG zyskał 2,2%, a WIG20 2,7%. Z blue chips najbardziej drożały PKN, PKO BP i TVN, czyli spółki o wysokiej becie. Ze średnich i mniejszych spółek na uwagę zasługiwał Boryszew, który podrożał o okrągłe 10%.
Oczywiście wszyscy inwestorzy zadają sobie pytanie czy wzrosty w ostatnich tygodniach są jedynie chwilowym zrywem (wszak poprzednie, kwietniowe szczyty nie zostały jeszcze pobite, za wyjątkiem rynku tureckiego), czy jednak może początkiem dłuższej fali wzrostów (już trzeciej) od dna bessy z lutego 2009 r.? Opinie są podzielone, chociaż zapewne grono optymistów systematycznie powiększa się. Jednoznacznej odpowiedzi nie dają jednak takie wskaźniki, jak udział akcji w portfelach inwestorów. Przykładowo z jednej strony OFE mają bardzo wysokie zaangażowanie (na poziomie 34%), z drugiej – banki detaliczne nie ruszyły jeszcze ze sprzedażą funduszy inwestycyjnych (czytaj: inwestorzy indywidualni ciągle nie mają dużej ekspozycji na rynek akcji).
Co oznaczałaby kontynuacja wzrostów? Mogłaby oznaczać, że większej zadyszki w globalnej gospodarce w drugiej połowie roku nie będzie, a w przyszłym czeka nas powrót do koniunktury sprzed kryzysu. Optymiści wskazują, że przy tak niskim poziomie stóp procentowych po prostu jesteśmy skazani na wzrosty i to pomimo problemów finansowych niektórych państw. Czy nie jest to jednak zbyt optymistyczna wizja? Pesymiści z kolei wytykają, że w najbliższych miesiącach należy się liczyć z osłabieniem tempa odbicia gospodarczego na świecie, o czym mają świadczyć szczytujące odczyty wskaźników wyprzedzających w różnych krajach. W przyszłości zaś jesteśmy skazani na wolniejsze niż przed kryzysem tempo rozwoju, chociażby wskutek zaciskania pasa przez rządy wielu państw w Europie. Obecne zwyżki na rynkach w takim wypadku nie miałyby zatem trwałego charakteru albo przynajmniej jest na nie jeszcze zbyt wcześnie.
Kto będzie miał rację? Na razie ciągle pozostajemy w średnioterminowym trendzie bocznym, chociaż jesteśmy coraz bliżej wybicia górą z konsolidacji. Materializacja aż tak pozytywnego scenariusza oznaczałaby, że globalna gospodarka ma się zupełnie dobrze, a obawy (w tym nasze) o kondycję finansową niektórych państw są grubo przesadzone.
Komentarze