Tygodniowe podsumowanie sytuacji na rynku kapitałowym
Dodano: 2012-01-18 17:42:15 | Aktualizowano: 2012-01-18 17:42:15
Spojrzenie na rynek
W komentarzu postaram się podsumować obecną sytuację w strefie euro a następnie w gospodarce światowej. Ze względu na brak komentarzy w poprzednich tygodniach nagromadziło się sporo materiału. Sytuacja w strefie euro to ciągle temat numer jeden, więc od tego zacznę.
Obecnie uwaga rynków skupia się wokół trzech kwestii:
• nowy pakt fiskalny dla państw strefy euro, zaproponowany w grudniu i obecnie przygotowywany (co będzie w nim zapisane, czy wszyscy go przyjmą na szczycie w marcu, itp);
• duże kwoty zapadającego długu Włoch i europejskich banków w najbliższych miesiącach (czy uda się ten dług zrolować i przy jakich kosztach);
• Grecja i wracające obawy o niekontrolowane bankructwo kraju (po pierwsze – i na najbliższy tydzień/dwa najważniejsze – czy dogadają się z inwestorami prywatnymi w sprawie redukcji 50% ich części zadłużenia, a następnie czy MFW i KE zatwierdzą drugi program pomocowy dla Grecji).
Ogólnie można stwierdzić, że proponowane przez władze UE rozwiązania obecnego kryzysu idą powoli (z podkreśleniem słowa „powoli”) w dobrym kierunku, ale dotyczą one głównie długiego terminu. Trwają prace nad nowy paktem fiskalnym, który po podpisaniu przez poszczególne rządy strefy euro, zobowiązywałby je do prowadzenia znacznie bardziej odpowiedzialnej polityki fiskalnej. Zamierzeniem jest przywrócenie wiarygodności do finansów publicznych, do wspólnej waluty i oczywiście do sensu istnienia samej strefy euro. Ostatecznie inwestujący w europejski dług mieliby czuć się bezpieczniej ze swoją inwestycją. Wstępną deklarację do przyjęcia tej inicjatywy fiskalnej rządy 17-tki wyraziły na grudniowym szczycie UE. W grudniu jednak były to tylko zarysy nowego paktu, ostateczna jego wersja jest ciągle wypracowywana, a głównymi jego architektami są (naturalnie) Niemcy i Francja. Kolejny szczyt Unii odbędzie się 30 stycznia, a jeszcze następny 1-2 marca i właśnie termin marcowy to ostateczny termin na podpisanie gotowego już paktu fiskalnego (30 stycznia, tak przynajmniej obecnie się zakłada, mamy poznać szczegóły planu). Pozytywne jest to, że wstępnie wszystkie 17 krajów strefy euro zadeklarowało chęć przystąpienia do tego paktu, ale nawet jeśli niektóre kraje się wycofają to i tak może on wejść w życie i obowiązywać też te kraje, które go nie przyjęły. Ten pakt ma bowiem powstać na bazie umowy międzyrządowej, która wymaga, żeby przynajmniej połowa krajów eurolandu ją przyjęła (choć nieoficjalna jeszcze wersja paktu mówi, że ważna będzie przy podpisaniu przez 12, a nie 9 krajów). Niemałe jednak wątpliwości dotyczyły tego, czy Francja na marcowym szczycie podpisze to zobowiązanie. Kalendarz polityczny jest tam bowiem bardzo niekorzystny, gdyż w okresie kwiecień/maj odbywają się wybory prezydenckie, a w czerwcu parlamentarne. Rynki doskonale wiedzą, że politycy nie mają większych skrupułów, by wykorzystywać trudną sytuację w kraju i w całej strefie euro do walki politycznej, a podpisanie umowy w marcu wymagałoby kompromisu pomiędzy walczącymi o władzę partiami. Wychodząc naprzeciw obawom rynków Niemcy i Francja po spotkaniu 9 stycznia zadeklarowali, że postarają się podpisać zobowiązanie w ramach nowego paktu fiskalnego jeszcze w styczniu, a najpóźniej w marcu. Ponadto podkreślili, że przygotowywanie ostatecznej wersji nowej inicjatywy fiskalnej przebiega sprawnie, podobnie jak negocjacje z innymi krajami a szczegółowe zapisy paktu powinniśmy poznać już na szczycie pod koniec stycznia. To na pewno pomogło rynkom finansowym na początku stycznia (wdrożenie zasad nowej inicjatywy bez Francji byłoby możliwe, ale obniżałoby jej wiarygodność, a szczegółów planu oczekiwano raczej przed marcowym szczytem). Jednak na razie są to tylko słowa, a nie czyny, a wiadomo, że w polityce jest to ogromna różnica. Dlatego deklaracje europejskich polityków należy przyjmować ostrożnie, bo ostatnie kwartały pokazały, że jeszcze nigdy nie udało im się przyjąć wcześniejszych obietnic na czas. Tak jak pisałem wcześniej taki pakt byłby dobrym krokiem do poprawy wiarygodności długoterminowej eurolandu, ale jego implementacja po stronie politycznej będzie nieraz przyprawiać inwestorów o ból głowy (podpisanie umowy w marcu nie kończy procesu, gdyż później nowe inicjatywy fiskalne będą jeszcze musiały wejść do ustawodawstwa poszczególnych krajów).
Drugi temat dotyczy zapadających niebawem dużych porcji długu Włoch i banków. Obawy inwestorów o to czy Włochy znajdą wystarczającą ilość kapitału na pokrycie zapadającego długu w ostatnim czasie nieco złagodniały. Włochy przedstawiły program reform i konkretne oszczędności na najbliższe lata. Wydaje się, że nawet przy pogarszającej się tam wciąż sytuacji gospodarczej obecne propozycje cięć powinny wystarczyć, by w najbliższych latach zrównoważyć budżet (lub przynajmniej zbliżyć się do 0%) i zahamować wzrost długu publicznego. Większe cięcia byłyby już zbyt dotkliwe dla gospodarki w tym roku. Wkrótce Włochy mają też przedstawić program reform prowzrostowych, a szczególnie liberalizacji skostniałego rynku pracy. Tempo działania nowego rządu na razie jest zadowalające, ale poczekajmy na efekty tych planów. W każdym razie na papierze sytuacja idzie w dobrym kierunku, chyba nawet szybciej niż oczekiwał rynek.
Sporym powodzeniem zakończyła się grudniowa akcja Europejskiego Banku Centralnego, który w ramach operacji wspierających system bankowy wzmocnił sektor trzyletnimi niskooprocentowanymi pożyczkami wartymi prawie 500 mld EUR. Dzięki temu banki zwiększyły swoją płynność w zakresie długich terminów przy wciąż kontynuowanych operacjach EBC w zakresie krótkich terminów. Dzięki działaniom płynnościowym EBC kolejne dane pokazują, że w Europie nie mamy do czynienia z zamrożeniem rynku kredytowego, które to zjawisko niemal zatrzymało gospodarkę światową w 2008 roku po upadku Lehman Brothers. To potwierdza, że EBC wcale nie tak mało robi by zapobiec kryzysowi, jak się ogólnie uważa. Podobna operacja pożyczek 3-letnich będzie przeprowadzona pod koniec lutego. Dzięki temu banki zyskały niezbędny kapitał na wykupienie zapadającego w tym kwartale własnego długu, a ponadto zostają im środki, aby móc też brać udział w aukcjach obligacji włoskich, hiszpańskich czy innych krajów eurolandu. Przez poprzednie kwartały banki pozbywały się papierów krajów problematycznych i jest szansa, że w końcu przestaną stać po stronie podażowej w tym newralgicznym dla całej strefy euro okresie. Banki wcale nie muszą zwiększać swojego udziału w papierach skarbowych Włoch czy Hiszpanii (bardzo wątpliwe by chciały to robić), ale mogą go chociaż już nie zmniejszać. To oznaczałoby, że pozwolą Włochom na zrolowanie długu (wygaśnie stary dług Włoch, który bank trzyma na swoim bilansie, ale na jego miejsce wejdzie nowa emisja obligacji, czyli de facto poziom zaangażowania banku we włoski dług nie zmieni się). Przypominam, że Włochy muszą w okresie luty-kwiecień wykupić obligacje warte ok. 100 mld EUR i w podobnej skali bony skarbowe. Przy tak dużej skali obawy inwestorów o brak popytu na nowy włoski dług i jednocześnie utratę płynności przez ten duży kraj, a w konsekwencji i rozpad strefy euro są na miejscu. Jednak w ostatnich tygodniach – jak wspomniałem – obawy te złagodniały. Ponadto w tym trudnym dla Włoch okresie uważam, że bardziej aktywny na rynku obligacji – po stronie popytowej i już bez pośrednictwa banków – będzie też samo EBC.
I trzeci temat – Grecja. Grecy, by uzyskać drugą pożyczkę z MFW i Komisji Europejskiej muszą dogadać się z prywatnymi inwestorami (banki, fundusze), by ci odpuścili im 50% długu. Bez tej pożyczki Grecja zbankrutuje (nie dostanie kolejnej transzy pożyczki i w końcu nie będzie miała środków na wykupienie zapadającego długu). Gdyby Grecja dostała drugą pożyczkę, ale prywatni inwestorzy nie zgodziliby się na redukcję (przynajmniej) 50% ich części długu, to Grecja ostatecznie również by zbankrutowała. Po prostu ścieżka zadłużenia wymknęła się w Grecji spod kontroli i jedynie częściowa jego restrukturyzacja może przywrócić ten kraj na ścieżkę redukcji długu (inaczej potężne koszty długu niwelowałyby wszelkie próby oszczędności czy reform), choć coraz głośniej się mówi, ze redukcja części prywatnego długu o 50% też nie wystarczy. Dlatego MFW i KE wstrzymali się z decyzją o drugim pakiecie pomocowym. Rozmowy greckich władz z przedstawicielami prywatnych inwestorów są bardzo napięte. Nie widać woli kompromisu szczególnie u funduszy hedżingowych i pod koniec zeszłego tygodnia wstrzymano dyskusje. Powrót do rozmów oczekiwany jest w środę (18 styczeń), a czasu na osiągnięcie kompromisu jest coraz mniej. Władze UE nie chcą dopuścić do bankructwa Grecji, bo to byłoby bardzo źle odebrane: skoro Grecji pozwolono upaść to to samo może spotkać Portugalię i później dotknąć większe kraje, ostatecznie doprowadzając do upadku strefy euro. Poza tym scenariusz taki nie był nigdy testowany w strefie euro i nikt tak naprawdę nie wie jak daleko idące miałoby to konsekwencje. Na rynek wróciły więc obawy o niekontrolowane bankructwo Grecji. Podsycają to jeszcze ostatnie wypowiedzi analityków S&P i Fitch, którzy są coraz mocniej przekonani, że Grecja ogłosi bankructwo, choć będzie to prawdopodobnie kontrolowane. Ale rynek też nie wie, jak to kontrolowane bankructwo mogłoby wyglądać. Tak więc Grecja „dzięki” przedłużającym się i trudnym rozmowom z inwestorami prywatnymi o redukcji długu i ostatnim (chwilowym) zawieszeniu tych rozmów, znów wraca na czołówki serwisów. Zakładam, że ostatecznie uda się osiągnąć porozumienie między tymi stronami, pewnie przy odpowiednim nacisku „wyższych” władz, choć po drodze – jak to często się zdarza – może się jeszcze pojawić sporo nerwów. Jeśli udałoby się osiągnąć porozumienie to spora część ryzyka opuściłaby rynki. Oczywiście ewentualne fiasko rozmów oznaczałoby gwałtowny wzrost obaw o niekontrolowane bankructwo Grecji i byłoby bardzo źle przyjęte przez rynki akcji, bo – jak pisałem wcześniej – nikt nie wie jak taki scenariusz mógłby wyglądać, a wtedy o przereagowanie na rynkach bardzo łatwo.
Politykom europejskim (poza Grekami) udało się na razie w niewielkim stopniu odzyskać zaufanie, co powinno pozwolić na uniknięcie czarnego scenariusza dla strefy euro. Kontynuacja ostatnich działań jest teraz konieczna. Błędy w zarządzaniu kryzysem na pewno znowu będą się zdarzały, bo sam proces i problem jest bardzo skomplikowany, ale powoli obierany jest właściwy kierunek, co ostatecznie może doprowadzić do stabilizacji sytuacji. Pesymiści powiedzą, że nie jest to możliwe, ale moim zdaniem strefa euro ma wystraczająco dużo instrumentów (które są i które mogą się pojawić), by odzyskać wiarygodność. Zakładam, że strefa euro przetrwa, a w miarę upływu roku będzie się to stawało coraz wiarygodniejsze. Rozpad strefy euro nikomu by się nie opłacał. Szkody, jakie by to wyrządziło w każdym z krajów eurolandu wielokrotnie by przewyższyły wszelkie programy ratunkowe, jakie obecnie mają i będą miały miejsce. To byłby też szok dla całej światowej gospodarki, dlatego nikt sobie na to nie może pozwolić. Jednak pamiętajmy, że tu bardzo dużo zależy od polityków, a ich działań i skutków ewentualnych błędów nigdy nie możemy być pewni. Paradoksalnie pozytywne dla rynków akcji jest to, że wiele złego jest już w cenach i jest sporo miejsca na pozytywne zaskoczenia. Choć oczywiście nie w pełni jest wycenione ewentualne bankructwo Grecji, zwłaszcza niekontrolowane (bo nie wiadomo też, jakie miałoby to konsekwencje) a już na pewno nie ma w cenach rozpadu eurolandu (którego nie zakładam).
W drugiej połowie zeszłego roku gospodarka światowa pokazała, że może być odporna na zawirowania w strefie euro. Czarne scenariusze głoszone w mediach w sierpniu czy wrześniu nie potwierdziły się. Skoro gospodarka światowa tyle zniosła w zeszłym roku (a przecież od jego początku była nękana przez rozmaite szoki, różnej natury) to daje to nadzieję inwestorom, że gdyby sytuacja w strefie euro się poprawiła to pozwoliłoby to wykorzystać jeszcze większą część potencjału do wzrostu. Po prostu zszedłby ogromny czynnik niepewności hamujący decyzję konsumentów czy firm.
Na początku stycznia dostaliśmy pozytywne sygnały z globalnych indeksów PMI przemysłu i usług, wskazujące że po miesiącach ich stabilizacji w okolicach 50-51 pkt (czyli przy poziomach neutralnych; indeksy globalne PMI są opisane w części z danymi makro) w ostatnim czasie sytuacja zaczęła się stopniowo poprawiać. Ważne że poprawa była szeroko, tj. obejmowała zdecydowaną większość krajów. Do indeksów PMI podchodzę z ostrożnością, ale na pewno jest to jakiś pozytywny sygnał.
W ostatnich miesiącach szczególnie pozytywnie zaskakiwały dane z USA. Uważam jednak, że możemy mieć tu krótki okres rozczarowań w niektórych twardych danych, choć miękkie (ankiety, różne indeksy nastrojów) dane mogą nadal pozytywnie zaskakiwać. Taka sytuacja widoczna jest zresztą od kilku tygodni, choć ogólnie mówi się tylko o pozytywnych zaskoczeniach. Od lipca przez około trzy miesiące mieliśmy sytuację, że dane twarde poprawiały się i zaskakiwały pozytywnie, a miękkie pozostawały w tyle i często bardzo rozczarowywały. W ostatnim czasie dane twarde wypadają z kolei słabiej, a miękkie niejako nadrabiają wcześniejszą stratę. Dane typu indeksy nastrojów, czy ISM/PMI po prostu nie zawsze wiarygodnie wskazują trend w gospodarce, nie zawsze traktujmy je jako samospełniającą się przepowiednię. Nie oczekuję jednak by słabsze twarde dane zwiastowały scenariusz recesyjny w USA. Po prostu w tym cyklu Stany Zjednoczone mają i lepsze, i gorsze momenty, a ponieważ ożywienie nie jest mocne to taka cykliczność może być większa. Rynki mają tendencję do wyolbrzymiania słabszych okresów i stąd powtarzające się obawy o recesję, jak i wyolbrzymiają poprawę w danych. Pozytywne jest to, że w ostatnich miesiącach w USA zaczęły pojawiać się wiarygodniejsze i powtarzalne sygnały poprawy w budownictwie. Ponadto ciepła zima w USA (przynajmniej w grudniu, a na dane za ten miesiąc czekamy) może wzmocnić ten nieśmiały na razie ruch.
W przypadku Chin, jak co roku, inwestorzy boją się o twarde lądowanie tej gospodarki. Dane makroekonomiczne za ostatnie miesiące wskazują na stopniowe miękkie hamowanie tamtejszej gospodarki, w niemałym stopniu sterowane przez rząd, ale nie na twarde lądowanie. Pozytywnie zaskakuje konsument oraz szybszy niż prognozowano spadek presji inflacyjnej. Tym samym na ostatnim dorocznym kongresie rządzącej partii zmieniono strategię gospodarczą ze „stabilizacji cen” (2011) na „stabilizację wzrostu” (2012). Uważam, że nie będzie tu twardego lądowania (gwałtowny spadek dynamiki PKB przynajmniej w okolice 6% z obecnych 9%), choć proces transformacji gospodarki z opartej na inwestycjach i eksporcie na opartą na konsumpcji na pewno nie będzie łatwy. Pozytywne jest też to, że spadek presji inflacyjnej obserwowany jest w całym regionie gospodarek wschodzących i dzięki temu one też przyjmują na ten rok podobną strategię jak Chiny: podtrzymanie wzrostu gospodarczego na dobrym poziomie.
Dane z eurolandu nie wywołują euforii, ale też nie można mówić o załamaniu w tym regionie. Niemal pewne jest, że w IV kwartale odnotowano tam spadek PKB i to też może być powtórzone w bieżącym kwartale. Jest to wszakże epicentrum kryzysu, więc trudno oczekiwać pozytywnych tendencji, jednak po miesiącach pogarszania się wskaźników można obecnie dostrzec pierwsze sygnały stabilizacji. Ponadto skala kurczenia się gospodarki zdecydowanie nie przypomina tej z okresu 2008/09. Tu podobnie jak w USA jest więcej do nadrobienia niż do stracenia, a chłodna gospodarka też ma mniejszą przestrzeń do spadku (zakładając, że nie będzie rozpadu strefy euro). Co innego było w 2008 roku. Świat też może sobie poradzić z płytką recesją w eurolandzie i pozytywnie zareagować na oczekiwaną jeszcze w tym roku poprawę w tym regionie.
Dane z Polski zaskakują ogólnie pozytywnie. Nie brakuje słabszych raportów, ale kondycja naszej gospodarki ciągle jest mocna. Trudno oczekiwać tak solidnych raportów w kolejnych miesiącach, bo w ślad za pogorszeniem się gospodarki eurolandu i u nas dynamika rozwoju powinna hamować.
Do rynku akcji nadal lepiej podchodzić ostrożnie (neutralna pozycja względem przyjętego benchmarku wydaje się właściwa i wyczekiwanie na trwalszy ruch w jedną bądź drugą stronę). Nie brakuje szans, a wiele rzeczy może zaskoczyć pozytywnie, czego rynki absolutnie nie wyceniają. Z drugiej strony wciąż mamy spore ryzyka po stronie głównie eurolandu, ale nie tylko (np. sytuacja w Iranie i wpływ na cenę ropy, choć na razie to się względnie uspokoiło).
Najważniejsze dane makroekonomiczne publikowane w ostatnich dwóch tygodniach
Świat
1. USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych: liczba nowych wniosków wzrosła do 399 tys. (pop. 375 tys., prognoza 375 tys.). Średnia 4-tygodniowa wzrosła o 8 tys. do 382 tys. Dane na przełomie roku są najtrudniejsze do odsezonowania, dlatego odczyty mogą być bardzo zmienne i z wyciąganiem opinii lepiej poczekać na dane za kolejne tygodnie (trend na średniej 4-tyg).
2. USA – raport z rynku pracy za grudzień:
a. ankieta wśród firm: wzrost zatrudnienia o 200 tys. m/m (pop. 100 tys., prognoza 150 tys.). Rewizje za poprzednie dwa miesiące wyniosły -8 tys. Średnia 3-miesieczna zmiana zatrudnienia wynosi 137 tys. i już czwarty miesiąc oscyluje wokół 140 tys. Jest to poziom odpowiadający rozwojowi gospodarki zbliżonemu do potencjału, czyli ok. 2-2.5% wzrostu PKB. W całym 2011 roku zatrudnienie zwiększyło się o 1.6 mln osób (I połowa: 790 tys., II połowa: 850 tys.), w porównianiu do prawie 1 mln w 2010 i spadku o 5 mln w 2009. W grudniu w samym sektorze prywatnym zatrudnienia wzrosło o 212 tys. (pop. 120 tys., prognoza 165 tys.). Rewizje były minimalne (-3 tys.). W sektorze transportowym (m.in. usługi kurierskie) wzrost wyniósł 50 tys. i tu można oczekiwać podobnej skali, ale spadku zatrudnienia, w styczniu (taki przynajmniej był schemat w zeszłym roku). Tak więc transport mógł zawyżyć (sezonowo) ogólny wynik w grudniu, a zaniży w styczniu. Negatywne w raporcie było to, że o 8 tys. spadło zatrudnienia tymczasowe (pop. +11 tys.), a średnia 3M, dobry wskaźnik dla przyszłych trendów na rynku pracy, spadł do 3 tys., sugerując wyhamowanie dynamiki ogólnego wzrostu zatrudnienia w kolejnych miesiącach. W całym roku zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło o 1.9 mln (w 2010: +1.2 mln, 2009: -5 mln). Warto zwrócić uwagę na najwyższy od trzech dekad wzrost zatrudnienia w sektorze wydobywczym (+91 tys., w 2010: +72 tys., poprzedni trzydziestoletni rekord) oraz najwyższy od 1997 roku wzrost zatrudnienia w przemyśle (+225 tys., w 2010: +109 tys.). W przemyśle począwszy od 1998 roku mieliśmy 12 lat spadku zatrudnienia (łącznie zredukowano aż 6.1 mln miejsc pracy). Te przykłady pokazują stopniowe przemiany zachodzące w gospodarce amerykańskiej, o których ogólnie mniej się mówi, ale które mają miejsce. W grudniu średnia płaca godzinowa wzrosła o 0.2% m/m (pop. 0.0%, rewizja z -0.1%, prognoza 0.2%), a średni tygodniowy czas pracy wydłużył się do 34.4 (pop. 34.3, prognoza 34.3), co ogólnie wskazuje na lepsze momentum w dochodach konsumentów pod koniec roku.
b. ankieta wśród gospodarstw domowych: spadek stopy bezrobocia do 8.5% (pop. 8.7%, prognoza 8.7%). Liczba bezrobotnych spadła o 226 tys. na co złożyło się: wzrost zatrudnienia o 176 tys. i ucieczka 50 tys. osób z kategorii siły roboczej (zatem całkiem korzystna struktura, gdyż w zdecydowanej części za spadek stopy odpowiadała rzeczywista poprawa na rynku pracy). Średnia 3M zmiana zatrudnienia według tej ankiety to 228 tys. (pop. 287 tys.).
3. USA – ISM przemysłu za grudzień: wzrost do 53.9 pkt (pop. 52.7, prognoza 53.2). Szczegóły raportu w zdecydowanej większości były korzystne. Nowe Zamówienia wzrosły do 57.6 (+0.9 pkt), Produkcja do 59.9 (+3.3), a Zatrudnienie do 55.1 (+3.3). Ponadto Zapasy spadły do 47.1 (-1.2), czyli znów powiększyła się różnica Nowe Zamówienia – Zapasy, a to jest korzystne dla kolejnych raportów ISM, podobnie jak utrzymywanie się na wyższym poziomie subindeksu Zamówień względem samego ISM. Ważny wskaźnik wyprzedzający tj. subindeks Zapasy u Klientów (wskaźnik najdalej wybiegający w przyszłość) spadł do 42.5 z 50 pkt (im mniej tym lepiej, bo niższy poziom zapasów napędza produkcję i świadczy o tym, że zapasy nie są nadbudowane). Bardziej wiarygodna średnia 3-miesięczna tego subindeksu spadła do względnie bezpiecznego poziomu 45.3 z 47.5.
4. USA – ISM usług za grudzień: wzrost do 52.6 (pop. 52, prognoza 53). Subindeks Aktywności Biznesowej nie zmienił się i pozostał na całkiem dobrym poziomie 56.2 pkt, przy czym nie widać aż tak dobrej tendencji w twardych danych o wydatkach na usługi. Subindeks Zatrudnienia wzrósł do 49.4 (+0.5, ale znów poniżej 50 pkt) i tu z kolei twarde dane o zmianie zatrudnienia w usługach wyglądały znacznie lepiej.
5. USA – sprzedaż detaliczna za grudzień: wzrost o 0.1% m/m (pop. 0.4%, prognoza 0.3%). Rewizje za poprzednie dwa miesiące wyniosły +0.1%. Dynamika 3-miesięczna zannualizowana spadła do 4.7% z 9.7%, a dynamika roczna do 6.5% z 7.0%. Sprzedaż bez samochodów spadła o 0.2% m/m (pop. +0.3%, prognoza 0.3%). Rewizje neutralne. Tu dynamika 3M wyhamowała do 2.4% z 5.9%, a roczna do 6% z 6.8%. IV kwartał zakończył się więc wyraźnym spadkiem momentum na sprzedaży detalicznej i prawdopodobnie słabe będzie też momentum na wydatkach ogółem (z drugiej strony prawdopodobnie poprawiło się momentum na dochodach konsumentów – patrz opis danych z rynku pracy). Sprzedaż bazowa w grudniu (bez aut, paliw i mat. budowlanych) spadła o 0.1% m/m% (pop. +0.3%), co jest pierwszym miesięcznym spadkiem od lipca… 2010 roku (oczywiście rewizje mogą jeszcze to zmienić).
6. Strefa euro – indeks PMI przemysłu za grudzień: wzrost do 46.9 (pop. 46.4, prognoza 46.9). Wynik nie jest rewelacyjny, ale jest to pierwszy wzrost miesięczny wskaźnika po siedmiu miesiącach ciągłego spadku. Powyżej wartości PMI dla całej strefy euro znalazły się: Austria (49 pkt), Francja (48.9) Irlandia (48.6) i Niemcy (48.4). Poniżej natomiast znalazły się: Włochy (44.3), ważne jednak, że wyhamowały tu spadki i w grudniu odnotowano drugi miesiąc poprawy PMI; Hiszpania (43.7), tu spadki wcześniej wyhamowały i od czterech miesięcy indeks jest na podobnych, ale słabych, poziomach; Grecja (42).
7. Strefa euro – indeks PMI usług za grudzień: wzrost do 48.8 (pop. 47.5, prognoza 48.3), co jest widocznym odbiciem z październikowego dołka 46.4 pkt. Poprawa była napędzana przez ekspansję w Niemczech (52.4 pkt; +2.1) i Francji (50.3; +0.7). Wyraźnie odbił też indeks dla Hiszpanii, ale odbywa się to na niskich poziomach (42.1; +5.3). Wskaźnik dla Włoch spadł do 44.5 (-1.3), a Irlandii do 48.4 (-4.3).
8. Niemcy – szacunki rocznej dynamiki PKB: w 2011 roku (wstępnie) PKB Niemiec wzrósł o 3% (prognoza 3%, 2010: +3.7%, 2009: -5.1%). Dynamika drugi rok z rzędu bardzo pozytywnie zaskoczyła (MFW szacował na początku 2011 roku dynamikę 2.2%). Dzięki względnie silnemu wzrostowi gospodarczemu deficyt finansów publicznych spadł do poziomu 1%, co jest obecnie bardzo rzadko spotykane w krajach rozwiniętych. Końcówka roku była już jednak zdecydowanie trudniejsza dla gospodarki Niemiec. Wstępne szacunki na zakończony IV kwartał wskazują na spadek PKB o 0.25% kw/kw (pop. +0.5%).
9. Świat – globalny indeks PMI przemysłu za grudzień: wzrost do 50.8 z 49.7, co jest pierwszym wyraźniejszym ruchem (i na szczęście w górę) po miesiącach stabilizacji indeksu wokół 50 pkt.
10. Świat – globalny indeks PMI usług za grudzień: wzrost do 53.2 z 52.7. Jest to wprawdzie najwyższy poziom od 9 miesięcy, jednak od tych dziewięciu miesięcy indeks poruszał się względnie stabilnie w okolicach 52-53 pkt (po silnych spadkach na początku roku z poziomów ok. 60 pkt – napędzanych m.in. gwałtownym wzrostem cen ropy), więc grudniowy wzrost to nie jest jeszcze jakiś specjalnie mocny ruch, który mógłby sygnalizować przyspieszenie trendu. Na pewno pozytywne jest to, że indeks (nie tylko ten, ale też globalny PMI przemysłu) nie załamał się w obliczu kryzysu w strefie euro, a nawet ostatnio zanotował drugi miesiąc poprawy. Poprawa w przemyśle i usługach spowodowała, że globalny zbiorczy indeks PMI (przemysł + usługi) wzrósł w grudniu do 53 pkt z 52 i jest także najwyżej od dziewięciu miesięcy.
Polska
1. Zmiana WIG – 09.01: -1.05%; 10.01: +0.72%; 11.01: -0.25%; 12.01: +1.46%; 13.01: -0.19%. Zmiana tygodniowa: WIG (+0.67%), WIG20 (+0.41%), mWIG40 (+1.14%), sWIG80 (+1.3%).
2. Indeks PMI przemysłu za grudzień: spadek do 48.8 pkt (pop. 49.5, prognoza 49.9). Ogólnie tendencja na wskaźnikach PMI na świecie była w grudniu pozytywna, a Polska jako jeden z niewielu krajów zanotowała spadek indeksu PMI. Dlatego pomimo spadku indeksu do poziomu najniższego od dwóch lat, nie można z góry zakładać kontynuacji spadków, a bardziej prawdopodobna jest dla mnie stabilizacja indeksu. Szczegóły raportu były mieszane: Produkcja wzrosła do 51.3 (+1.2), Zamówienia spadły do 47 (-0.9), ale u eksporterów wzrosły do 48.8 (+1.4). Mocniej niż Zamówienia spadły jednak Zapasy do 44.3 (-1.8), czyli poprawił się wskaźnik różnicy Zamówienia – Zapasy, a to jest pozytywne (choć negatywne jest to, że Zamówienia są poniżej samego indeksu PMI). Mocno odbiły Zaległe Zamówienia do 49.4 z 45.9, co jest pozytywne. Największy wpływ na spadek PMI miał subindeks Zatrudnienia, który spadł do 47 z 51 pkt.
Z poważaniem
Komentarze