Koniec eurokryzysu jeszcze nie w tym tygodniu
Dodano: 2012-02-06 14:41:18 | Aktualizowano: 2012-02-06 14:41:18
W ubiegłym tygodniu giełdy wciąż poruszały się pod dyktando wydarzeń politycznych w Unii Europejskiej.
Na unijnym szczycie, który zakończył się 30 stycznia uzgodniono ostatecznie warunki tzw. paktu fiskalnego, czyli "Traktatu o stabilności, koordynacji i zarządzaniu w Unii Gospodarczej i Walutowej". Traktat zakłada automatyczne grzywny w wysokości do 1 proc. PKB za przekroczenie strukturalnego deficytu budżetowego ponad 0,5 proc. PKB, a także nakazuje trzymać w ryzach 60 proc. PKB dług publiczny. Traktat wejdzie w życie na początku 2013 roku. Przy okazji ogólnego hurraoptymizmu związanego z traktatem, warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, jest on w dużej mierze powtórzeniem założeń Traktatu z 1992 roku tworzącego podwaliny strefy euro. Traktat ten bywał później systematycznie łamany, a poszczególne państwa unikały sankcji. Po drugie, ostateczny kształt przyjętego traktatu jest dużo mniej restrykcyjny, niż początkowo zakładano. Znalazły się w nim zapisy, że "złote zasady budżetowe" mogą zostać złamane w bliżej nieokreślonych "wyjątkowych okolicznościach", co tworzy sporą furtkę do nadużyć.
Optymizm na rynki tchnęły również zapowiedzi chińskiego premiera Wen Jiabao, że Państwo środka może "bardziej zaangażować się" w ratowanie strefy euro. Wprawdzie rezerwy walutowe Chin przekraczają koszty ratowania Hiszpanii i Włoch, a oparta na eksporcie gospodarka Chińska z pewnością straciłaby na katastrofie gospodarczej u swojego kluczowego partnera handlowego, niemniej jednak, prosta logika, że Chiny uratują strefę euro ma kilka luk. Po pierwsze, wiarygodność kredytowa państw PIIGS stoi pod dużym znakiem zapytania, a ostatnie obniżki ratingów mogą wręcz skłonić Chiny do zredukowania ekspozycji na obligacje strefy euro. Co więcej, obniżka ratingu EFSF może oznaczać również spadek zaangażowania w europejski fundusz ratunkowy. Po drugie, wydaje się bardziej prawdopodobne, że chiński kapitał popłynie raczej do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aniżeli bezpośrednio do strefy euro. MFW - zgodnie z ostatnimi komunikatami - poprosił od swoich członków o dodatkowe 500 miliardów dolarów. Po trzecie wreszcie, nawet jeżeli MFW zbierze te środki, nie stanowi to strukturalnego rozwiązania problemów strefy euro, gdzie potrzebna jest głęboka restrukturyzacja fiskalna i gospodarcza.
W najbliższym tygodniu oczy inwestorów skupią się zapewne na Grecji. Rynkowe plotki wskazują na to, że porozumienie w sprawie redukcji blisko 70 proc. długu, może zostać osiągnięte już w najbliższym tygodniu. To oczywiście pozytywna wiadomość, jednak warto pamiętać o dwóch kwestiach. Z jednej strony, wciąż pozostaje konflikt na linii Europejski Bank Centralny - inwestorzy prywatni, dotyczący redukcji długu w posiadaniu EBC. Z drugiej strony, oprócz samego wynegocjowania umorzenia długu, konieczne jest też osiągnięcie porozumienia z trojką w kwestii cięć budżetowych, bez którego nie będzie możliwa wypłata kolejnej transzy pomocy.
Zeszłotygodniowe dane makroekonomiczne sygnalizowały dalszą dywergencję w rozwoju gospodarek na świecie. Problem ten dotyczy już nie tylko dychotomii pomiędzy USA a Europą, lecz także pomiędzy Niemcami a resztą strefy euro. Znamienny wydaje się przypadek Francji. Podczas gdy w Niemczech bezrobocie osunęło się do 5,5 proc., we Francji wzrosło do niemal 2-letniego maksimum na poziomie 9,9 proc. Może to sugerować, że Francji bliższa staje się obecnie kondycja państw peryferyjnych, aniżeli twardego rdzenia Unii.
Adam Zaremba, CAIA, FRM, PRM
Doradca Inwestycyjny
Główny Ekonomista IDEA TFI
Komentarze